00:01
Zło Zbrodnia Łowca Owiara
00:06
Liubov-Syzonenko miała 50 lat. Pod koniec listopada 1998 roku przechodziła obok dworca kolejowego w jednej z wsi w obwodzie połtawskim na Ukrainie. Była w tej okolicy zupełnie sama, a przynajmniej tak jej się wydawało. Kobieta podążyła opustoszałą ścieżką i wtedy jej spokojny spacer został brutalnie przerwany. Zaskoczył ją napastnik, młody mężczyzna, który obserwował kobietę i śledził od dobrych kilku minut.
00:41
Liubov nie miała wówczas pojęcia, że już wtedy wybrał ją na swoją ofiarę. Wiedział, że są sami, dlatego sięgnął po metalową rurę i z całej siły uderzył kobietę w głowę. Zostawił ciężko ranną pięćdziesięciolatkę, wyrwał jej torebkę i uciekł. Sezonenko odnaleziona przez przechodniów trafiła do szpitala. Nie była w stanie jednak wyjawić policjantom, co się wydarzyło. Bowiem kilka godzin po ataku kobieta zmarła.
01:15
Sprawcy w tamtym czasie nie ujęto. Pozostał na wolności i w ukryciu szykował się do kolejnych zbrodni. W tym samym roku 50-letni milicjant Siergiej Kornienko próbował złapać złodziei, którzy ukradli sąsiadom aluminiowe rury. Ale na swojej drodze mundurowy spotkał zdeterminowanego mordercę. Wykorzystując skupienie funkcjonariusza, który całą swoją uwagę skierował na złodziei, zabójca podszedł i zaczął uderzać ofiarę w głowę.
01:51
Do zbrodni doszło we wsi Popowka w obwodzie połtawskim. Siergiej Kornienko nie przeżył ataku. Kilka tygodni później doszło do kolejnej zbrodni i to w tym samym regionie. Tym razem ofiarą była 70-letnia Nina Zamkowa. Kobieta została skatowana przez napastnika, który po zabójstwie podpalił dom ofiary. W ten sposób chciał pozbyć się zwłoka także dowodów, które mogłyby przybliżyć do niego śledczych.
02:26
Serią tajemniczych zbrodni zajął się Siergiej Kurenoj. Milicjant nie miał łatwego zadania, bo te trzy zabójstwa z pozoru nic ze sobą nie łączyło. Dobór ofiar, a także sam sposób zabijania wskazywał na to, że za tymi trzema atakami stały trzy różne osoby. Mimo to podczas szeroko zakrojonych przesłuchań wytypowano podejrzanych. Byli to Anatolij Iwaszyn i Aleksander Stiepanow.
02:58
Obaj idealnie pasowali do przyjętego przez mundurowych wzorca. Pochodzili z wsi Popowka, więc byli z okolicy i mogli znać swoje ofiary, co by sprawiło, że ich dobór nie był przypadkowy. Co więcej, obaj pochodzili z dysfunkcyjnych rodzin, byli uzależnieni od alkoholu i bezrobotni. Wszystko błyskawicznie ułożyło się mundurowym w spójną całość. Iwaszyn i Stiepanów zostali zatrzymani.
03:30
Trafili na przesłuchanie, podczas którego przyznali się do zabójstwa Siergieja Kornienki i Niny Zamkowej. W szybkim procesie zostali skazani i trafili do więzienia na 11 lat.
03:43
Ale już za kratkami obaj odwołali swoje wcześniejsze zeznania i wyjawili, że ich słowa były wywołane przez działania milicjantów. Ci na czele z Siergiejem Kurenojem mieli poddawać mężczyzn torturom, dlatego ostatecznie wzięli winę na siebie.
04:04
W tamtym czasie mało kto im uwierzył. Dziś jednak wiemy, że mówili prawdę, bo morderca odpowiedzialny za zbrodnie, które im przepisano, pozostał na wolności.
04:17
Ośmielony nieudolnością milicjantów i zatrzymaniem niewinnych ludzi, psychopata planował swoje zbrodnie na większą skalę i miał mu w tym pomóc wspólnik. Zaczął rozglądać się za osobą, która pomogłaby mu w dokonywaniu kolejnych zabójstw i znalazł ją. Na początku 1999 roku spotkał Wasilija Buka, pochodzącego z wsi Lesarnia w obwodzie zakarpackim. Mężczyzna, choć na co dzień nie był agresywny i wybuchowy, sprawiał wrażenie osoby z problemami psychicznymi.
04:55
Unikał ludzi, był wycofany, nie mógł też znaleźć pracy, przez co szybko wpadł w spiralę długów. Miał problem z porozumiewaniem się z innymi osobami, co kończyło się konfliktami. Wcześniej służył w armii, gdzie poznał mordercę. Dla tego wyrachowanego i dobrze zorganizowanego seryjnego zabójcy stał się nie tylko znajomym, ale też kandydatem idealnym, którego mógł wciągnąć w swój zbrodniczy świat.
05:26
Wiedział, że będzie mógł nim łatwo manipulować. Wkrótce po tym jak mężczyźni ponownie się spotkali, dokonali wspólnie pierwszej zbrodni. Był początek 1999 roku. Razem napadli na sklep w Mukaczewie, w mieście z regionu, z którego pochodził Wasilii.
05:47
Przestępcy mieli ze sobą pistolet gazowy, który na własny użytek został tak przerobiony, by mógł strzelać ostrą amunicją. Podczas napadu niespodziewanie nakrał ich milicjant. Zabójca strzelił do funkcjonariusza, a następnie uciekł ze swoim wspólnikiem. Mundurowy przeżył tę napaść, ale został ciężko ranny. Morderczy duet dokonał później pięciu brutalnych zbrodni, w których zginęło pięć osób.
06:19
Wreszcie zmęczony takim życiem Bóg wycofał się z tej krwawej działalności i skupił na sprzedaży przedmiotów, które jego znajomy zabierał ofiarom. Morderca znów działał głównie sam, ale nie zamierzał z tego rezygnować. Jego brutalna seria dopiero się zaczynała. 15 lutego 1999 roku mężczyzna zaatakował siostrę swojego kolegi z klasy.
06:49
Jak później zapewniał, na początku nie zamierzał odbierać jej życia. Spotkali się na opuszczonym lądowisku i tam wspólnie spędzali czas rozmawiając i relaksując się. Ale w pewnym momencie między parą doszło do kłótni. Morderca wpadł we wściekłość. Rzucił się na młodą dziewczynę i zaczął ją dusić. Gdy ta straciła przytomność, chwycił za metalowy drąg i uderzył ją w głowę.
07:20
Następnie podszedł do swojego skutera, odkręcił zbiornik z paliwem i wylał go na swoją ofiarę. Po chwili podłożył ogień, obserwując przez jakiś czas, jak ciało trawione jest przez płomienie. Na początku 2000 roku mężczyzna włamał się do domu we wsi Abramówka. Przebywała tam kobieta z czteroletnim synkiem. Choć mordercę zależało przede wszystkim na pieniądzach, gdy zobaczył matkę z dzieckiem, nie zamierzał jej oszczędzać.
07:54
Miał przy sobie broń i błyskawicznie pociągnął za spust. Kobiecie udało się jeszcze wepchnąć synka pod krzesło, ale dwie kule wkrótce ją trafiły. Nie przeżyła tego ataku. Zabójca znalazł chłopca, ale go oszczędził. Jak później tłumaczył, za bardzo przypominał mu jego córkę, Karinę, która była wówczas w podobnym wieku. Zostawił więc dziecko i jego martwą matkę, a sam przeszukał dom.
08:25
Znalazł tam broń, biżuterię i 400 chrywien. Dzięki pieniądzom, które kradł swoim ofiarom, morderca mógł po jakimś czasie kupić mieszkanie w Karliwce, a także dom w Połtawie.
08:41
Latem 2000 roku mężczyzna zaczął powiększać swój arsenał broni. Kupił strzelbę, którą sam przerobił. Chciałby była jeszcze bardziej śmiercionośna. Wykorzystał ją we wrześniu tego samego roku.
08:56
Włamał się wówczas do domu we wsi Fedorówka. Znajdowało się tam gospodarstwo, w którym hodowane były indyki. Zabił sześć z nich i włożył je do worka, ale wtedy nakryła go właścicielka gospodarstwa. Zawołała swojego męża, 39-letniego Georgija Gołuba. Gdy mężczyzna przybiegł na miejsce, Morderca bez zawahania uniósł przerbioną strzelbę i zastrzelił 39-latka, po czym uciekł zabierając skradzione indyki.
09:31
W późniejszej rozmowie z dziennikarzami mówił.
09:36
Wszedłem do stodoły i zabrałem indyki.
09:41
Wyszedłem na zewnątrz. Wtedy wyskoczył właściciel, a ja strzeliłem do niego z bliskiej odległości. Okazało się, że trafiłem go w szyję. Zginął na miejscu.
09:50
I tyle.
09:53
Liczba ofiar drastycznie rosła, a wszystkie zbrodnie powiązane były z włamaniami i kradzieżami. Tak było 21 stycznia 2001 roku. Zabójca wszedł na teren elewatora w Karliwce, gdzie natknął się na ochroniarza, Siergieja Czepela. Mężczyzna został natychmiast zastrzelony. Chwilę później zginął również jego zastępca Paweł Żalki. Napastnik liczył na to, że znajdzie przy ofiarach broń, którą będzie mógł wykorzystać przy kolejnych napadach, ale ku swojemu rozczarowaniu musiał odejść z pustymi rękoma.
10:32
W zakładzie bowiem od dłuższego czasu ochroniarze nie nosili przy sobie broni.
10:39
Kilka dni później morderca znalazł kolejny cel. Tym razem był nim zamożny biznesmen, który trzymał w domu sporo cennych przedmiotów. Psychopata planował zastrzelić mężczyznę, a następnie obrabować budynek. Ale w środku nie było biznesmena. W tym czasie przebywał z wizytą w Moskwie. Przed domem znajdowała się za to jego żona, którą napastnik zastrzelił.
11:08
Chwilę później na teren posesji przyszedł również sąsiad, który miał sprawdzić czy z kobietą wszystko w porządku. On również został zastrzelony i to jeszcze na podwórku nim zdołał wejść do środka. Tym razem zabójca również odszedł z niczym. Dom był bardzo dobrze zabezpieczony, przypominał małą fortecę, której przestępcy nie udało się sforsować.
11:34
Zostawił za sobą kolejne dwie ofiary i odszedł, szukając nowej okazji.
11:41
Ta pojawiła się w marcu 2001 roku. Celem stała się samotna emerytka, Maria Diaczenko ze wsi Popowka. Mężczyzna brutalnie odebrał jej życie, a następnie podpalił jej dom. Po dotarciu na miejsce i ugaszeniu ognia, śledczy uznali, że przyczyną śmierci nie było zabójstwo, a zwarcie elektryczne. I sprawę zamknięto.
12:10
Zabójca w swoim działaniu miał sporo szczęścia. 13 maja 2002 roku był o krok od zdemaskowania. Był na tyle pewny siebie, że włamał się do własnego sąsiada. Ukradł z jego domu dwa pistolety, ponad trzy tysiące chrywien, a nawet wędzoną rybę, śledzie, ogórki i butelkę wina. Później, by wtopić się w tłum, przebrał się za kobietę i wyszedł z budynku. Zauważył go jeden z mieszkańców wsi, który później mówił.
12:45
Zobaczyłem mężczyznę idącego w moim kierunku, branego w spódnicę, damską bluzkę, chustę na głowie i okulary przeciwsłoneczne. Miał też usta pomalowane szminką. Z torby, którą niósł, wystawało coś, co przypominało kolby od karabinów, ale były przykryte szmatami. Kiedy go minąłem, zapytałem, co to za maskarada. Odwrócił się, ale nic nie powiedział.
13:07
Tak przebrany zabójca nie został rozpoznany przez mieszkańców wsi, choć sam w niej przez chwilę mieszkał. Mężczyzna wciąż pozostawał nieuchwytny. Mimo rosnącej liczby ofiar, milicjantom nadal nie udawało się go zatrzymać. Był jak duch, który pojawiał się znikąd, a następnie bezwzględnie zabijał swoje ofiary. O zabójstwach w regionie było coraz głośniej. Interesowali się nimi nie tylko milicjanci, ale również dziennikarze.
13:41
Z kolei mieszkańcy zaczęli wpadać w panikę. Bali się wychodzić z domów, które zresztą szczelnie zamykali. Mimo jednak całej serii zbrodni, milicjanci na tamtym etapie nie podejrzewali, by stała za nimi jedna osoba. Według nich zbyt wiele je różniło, by przypisać je jednemu sprawcy. Brana była pod uwagę prężnie działająca grupa przestępcza. Dzięki temu, że funkcjonariusze myśleli właśnie w ten sposób, prawdziwy morderca mógł bezkarnie polować dalej na niewinne ofiary, pozostając daleko poza milicyjnym radarem.
14:22
Jedną z ofiar we wrześniu 2002 roku była Nina Riabuka. O tej zbrodni mężczyzna mówił później.
14:30
Kazałem staruszce oddać pieniądze, ale zamiast mnie posłuchać natychmiast zaczęła krzyczeć. Co ty tu robisz? Idź okraść bogaczy! Zaczęła mnie wyzywać. Poprosiłem ją, by oddała te pieniądze. Nie lubię przekleństw, ale ona nie przestawała. Oblałem ją wodą, by ją uspokoić, ale to nie pomogło. Wyciągnąłem więc kabel od telewizora, odsłoniłem przewody i podłączyłem ten kabel do prądu. Chciałem ją nastraszyć, ale wystrzelił z taką siłą, że o mało mnie nie zabił.
15:01
Potem, nie mogąc się opanować, chwyciłem nóż ze stołu i zacząłem dźgać staruszkę w ramiona, nogi i brzuch jak jakiś szaleniec. Nigdy wcześniej mi się to nie przydarzyło, jakbym to nie był ja.
15:13
Nigdy wcześniej nie zabiłem nikogo nożem, miałem do nich awersję. Zadźgałem tę staruszkę, a ona nawet nie krzyknęła. Nie sądzę, by poczuła ból. Jej skóra musiała zdrętwieć ze starości. Potem przyłożyłem jej nóż do gardła. Żałuję, że nie zabiłem jej łomem.
15:30
Zabójcę atakował z coraz większą brutalnością i częstotliwością. W październiku 2002 roku we wsi Fiodorówka zaatakował starsze małżeństwo, Andrieja Fisuna i jego niepełnosprawną żonę Olgę. Kobieta była na co dzień przykuta do łóżka i nie była w stanie obronić się przed napastnikiem. Ten wykorzystał jej ograniczenia i czterokrotnie uderzył ją młotkiem w głowę. Jej mąż nosił tytuł bohatera pracy socjalistycznej.
16:03
Zabójca mówił później o nim z pewnym uznaniem.
16:06
Ten Fisun był odważnym człowiekiem. Nie bez powodu dali mu tytuł bohatera. Wycelowałem w niego obciętą strzelbą i powiedziałem, stój i daj mi pieniądze albo strzelę. Ale on rzucił się na mnie, chwycił strzelbę i przyciągnął ją do siebie. Musiałem go zabić.
16:24
Andriej został zastrzelony. Napastnik po zabójstwie splądrował dom staruszków, wynosząc z niego pieniądze i cenne przedmioty. W 2003 roku nastąpiła spora zmiana w życiu prywatnym mordercy. Przeniósł się do Symferopola na Półwyspie Krymskim, które szybko stał się kolejnym miejscem zabójstw i napadów. Skupiał się na dzielnicach klasy średniej. W ciągu zaledwie miesiąca zabił sześć osób i ukradł blisko 130 tysięcy chrywien, co daje około 11 tysięcy złotych.
17:02
Do tego dysponował dziesiątkami sztuk biżuterii, profesjonalnym sprzętem RTV, miał nawet sztabki złota i diamenty. Bogacił się kosztem zamordowanych przez siebie osób. Jesienią wrócił do Karliwki, gdzie natychmiast zaczął zabijać. 20 grudnia 2003 roku dokonał jednej ze swoich najbardziej brutalnych i szokujących zbrodni. Włamał się do domu we wsi Fedorówka.
17:32
Mieszkało tam małżeństwo, 66-letnia Liubov-Czjanchowa, jej 62-letni mąż Aleksander, a także ich syn, 38-letni Anatoli, jego żona 36-letnia Swietłana oraz 12-letni wnuk Vitali.
17:51
Para miała jeszcze córkę, Natasza, uczennicę szkoły zawodowej. Dziewczyna w tym tragicznym dniu poszła odwiedzić swoich przyjaciół. Gdy morderca wtargnął na teren posesji, poza Nataszą cała rodzina była w domu. Zabójcę towarzyszył tym razem jego brat Aleksander. Mężczyzna był młodszy, wcześniej służył w siłach zbrojnych Ukrainy. Przekonywał, że jego współudział w tej zbrodni wynikał z tego, że w wojsku panowała niezwykła przemoc.
18:27
To, jak tłumaczył Aleksander, sprawiło, że często uciekał z jednostki i próbował ułożyć sobie życie z dala od armii. Wspomnianego 20 grudnia spotkał się ze swoim bratem i poprosił go o pożyczkę 50 chrywien.
18:44
Mężczyzna jednak odmówił, ale powiedział, że pożyczy mu potrzebną sumę, jeśli ten weźmie z nim udział w napadzie. Aleksander ostatecznie zgodził się na tę propozycję. Początkowo mężczyźni chcieli włamać się do sklepu. Nie udało im się jednak sforsować drzwi, dlatego porzucili ten pomysł i swoją uwagę skierowali na dom rodziny Liubow-Czianchowej. Zakradli się na podwórko i poszli do garażu, licząc na to, że znajdą tam narzędzia, które pomogą im w zbrodni.
19:18
W tym samym czasie na podwórko wyszła też Lubow. Chciała skorzystać z toalety znajdującej się poza domem.
19:28
Gdy zobaczyła włamywacze, zaczęła krzyczeć. Wtedy morderca bez zawahania strzelił do kobiety, a jego brat dobił ją młotkiem. Obaj mężczyźni zapewniali później, że nie planowali zamordować całej rodziny, ale dalsze wydarzenia potoczyły się zupełnie chaotycznie. Krzyk i wystrzał sprawiły, że z domu wybiegł syn Liubow, który chwilę później został zastrzelony. Z kolei w progu domu napastnicy natknęli się na 62-letniego Aleksandra.
20:03
Mężczyzna próbował walczyć z zabójcami, ale nie udało mu się odeprzeć ataku i chwilę później sam zginął. Psychopata wszedł do środka, gdzie zastał przerażoną Swietłanę z synem. Relacjonował później...
20:18
Wpadła w histerię i żądanie od niej jakichkolwiek pieniędzy było bezcelowe. Wycelowałem obciętą lufą strzelby, a ona nawet nie próbowała się bronić.
20:28
Kobieta zginęła. Ostatnią ofiarą był dwunastoletni Vitali. Chłopiec rzucił się na podłogę, nie wydając z siebie jakichkolwiek dźwięków. Wcisnął twarz w dywan, licząc na to, że mordercy go oszczędzą. Ale tak się nie stało. Dwunastolatek został zabity strzałem w plecy. To była egzekucja. Sprawą zabójstwa rodziny zajęło się łącznie ponad 120 funkcjonariuszy, którzy przeszukiwali okolice Połtawy.
21:01
Sprawdzano tysiące mężczyzn, głównie myśliwych oraz byłych pracowników służb. Śledczy wiedzieli, że osoba, która strzelała, miała w tym doświadczenie. Co ważne, na miejscu zbrodni odkryto podeszwę buta pochodzącego od zagranicznego producenta. Uznano więc, że osoba, którą ścigano, nie pochodziła z tzw. marginesu społecznego. Ostatnią znaną ofiarą psychopaty był jego wcześniejszy wspólnik, Wasilij Buk.
21:34
Mężczyzna dostał skradzione złoto, które następnie miał sprzedać w swoich rodzinnych stronach, a więc w obwodzie zakarpackim. Buk faktycznie sprzedał cenny towar, ale według mordercy nie rozliczył się z tych pieniędzy. Dług miał wynieść około 30 tys. rywien. 29 marca 2004 roku zabójca podstępem zaprosił wspólnika do siebie. Namówił go, by wspólnie napadli na sklep we wsi Kowaliwka.
22:09
Gdy szli na miejsce, doszło między nimi do kłótni, być może celowo sprowokowanej przez maniaka, który już wtedy myślał o pozbyciu się nieuczciwego znajomego. Bóg powiedział mężczyźnie, że zamierza się wyprowadzić i nie będzie dłużej sprzedawał skradzionych przedmiotów. Co więcej, nie zamierzał też oddawać pieniędzy, które rzekomo był winien. Tak się złożyło, że morderca miał przy sobie siekierę i zadał koledze kilka ciosów w głowę, pozbawiając go życia.
22:45
Później oblał jego ciało benzyną i podpalił. Był więc do tej zbrodni doskonale przygotowany, co oznacza, że nie działał spontanicznie. Przed próbą pozbycia się zwłok zabrał wspólnikowi kurtkę oraz torbę, które później spalił na swoim podwórku.
23:07
Kres krwawej działalności maniaka nadszedł 24 czerwca 2004 roku. Milicjanci, którzy zajmowali się tą sprawą, ustalili, że telefon jednej z ofiar również został skradziony i co więcej, ktoś cały czas z niego korzystał. Udało się więc namierzyć sygnał i w ten sposób wytropić nowego właściciela telefonu. Okazał się nim 26-letni Rusłan Hudoli.
23:37
Funkcjonariusze założyli, że to właśnie on może być poszukiwanym mordercą. Dlatego zdecydowali, że zatrzymanie zostanie przeprowadzone w sposób spokojny, tak by nie popełnić błędu i nie dać się zdemaskować. Wspomnianego czerwcowego dnia funkcjonariusze pojawili się w okolicy domu Rusłana. W pobliżu budynku zatrzymali podstawionego mundurowego, który rzekomo miał dokonać jakiegoś przestępstwa. Następnie milicjanci zapukali do drzwi 26-latka, mówiąc mu, że potrzebują go, by zeznawał jako świadek.
24:13
Zaskoczony Rusłan nie domyślił się, że śledczy właśnie próbują wywabić go z domu i zgodził się im pomóc. Gdy tylko przekroczył próg budynku, natychmiast został skuty kajdankami. Rusłan Hudoli trafił na przesłuchanie. A to trwało łącznie trzy dni. 26-latek konsekwentnie zaprzeczał, by miał cokolwiek wspólnego z dokonywanymi zbrodniami. Odmawiał też składania zeznań.
24:44
Sytuacja zmieniła się, gdy zatrzymany został Aleksander, jego brat. Wtedy zabójca szybko wyjawił mundurowym prawdę i powiedział, że w swoim domu przechowywał spory arsenał broni. Co więcej, wyznał, że to on i jego brat zamordowali Liubow Czjanchową i jej rodzinę. Rusłan dokładnie wskazał miejsce, w którym ukrywał broń.
25:12
Śledczy odnaleźli torbę, w której znajdowała się m.in. odcięta strzelba. Ustalono, że zabito z niej chociażby Andrieja Fisuna. Wszystkie zgromadzone dowody potwierdzały więc, że poszukiwanym maniakiem był właśnie Rusłan Hudoli.
25:30
Przygnieciony tymi ustaleniami śledczych, mężczyzna zaczął ze szczegółami opowiadać o swoich zbrodniach. Zapewnił też, że chętnie będzie współpracował z funkcjonariuszami. Okazało się, że mężczyzna miał na koncie około 30 zabójstw.
25:47
Doskonale pamiętał wszystkie szczegóły łącznie z układem pomieszczeń w domach, do których się włamywał, czy też słowa, które padły z ust ofiar przed śmiercią. O jednej z zamordowanych młodych kobiet mówił.
26:00
Kiedy strzeliłem, kula przebiła ją i utkwiła w oknie. Spadając, obróciła się z gracją.
26:07
Skąd urósła na taka brutalność i chęć zadawania cierpienia? Odpowiedź, która pierwsza się nasuwa, brzmi – miał trudne dzieciństwo. Ale rzeczywistość okazała się być zupełnie inna i wcale nie była wypełniona przemocą, która w jakikolwiek sposób usprawiedliwiałaby to, co w dorosłym życiu robił maniak. Rusłan Witalijewicz-Hudoli urodził się 7 maja 1978 roku w Karliwce na Ukrainie.
26:40
Mężczyzna miał młodszego brata Aleksandra. Jego dzieciństwo wypełnione było spokojem i ciepłem. Nie doświadczył brutalności ani agresji, wychowywał się w całkowicie zwyczajnej rodzinie. Zresztą on sam w czasach szkolnych nie przejawiał niepokojącego zachowania. Nie był agresywny, nie wykazywał jakichkolwiek dewiacji. Lubił za to uprawiać sport, a w późniejszych latach unikał alkoholu.
27:11
Hudoli ukończył szkołę zawodową w Karliwce, gdzie udało mu się zdobyć dyplom z pszczelarstwa, został też kierowcą. W 1996 roku powołano go do Sił Zbrojnych Ukrainy.
27:26
Trafił do służby na Krymie, gdzie został dobrze wyszkolony również z obsługi broni, co wykorzystał później podczas napadów. Mimo jednak wzorowej służby doszło do konfliktu między nim a przełożonymi, co dla Rusłana ostatecznie skończyło się wyrzuceniem z armii. Mężczyzna bardzo źle to zniósł, poczuł się zdradzony. Musiał też na nowo zastanowić się, jaką ścieżkę kariery będzie chciał obrać. Po powrocie do cywila poznał kobietę, w której się zakochał.
27:59
Para wzięła ślub, a następnie na świat przyszła córka małżeństwa, Karina. Rodzina mieszkała we wsi Popowka. Nic nie wskazywało na to, by Rusłan mógł być bezwzględnym zabójcą, a jednak w pewnym momencie zdecydował się wkroczyć na życiową ścieżkę, z której nie potrafił już zawrócić.
28:23
Przełomowym punktem było uświadomienie sobie, że zarobienie pieniędzy i utrzymanie rodziny jest znacznie trudniejsze niż kiedykolwiek mógł przypuszczać. Próbował zatrudnić się w milicji, ale jego kandydatura została odrzucona. Założył więc w swoim domu salon gier wideo, z którego korzystali nastolatkowie.
28:45
Biznes okazał się jednak mało dochodowy, a Rusłan coraz częściej musiał prosić o pomoc finansową swoich rodziców. W końcu jesienią 1998 roku oznajmił, że musi wyjechać z Ukrainy i przenieść się do Rosji, gdzie miały czekać na niego większe możliwości.
29:08
Ale nigdy do Rosji nie dotarł. Zamiast tego rozpoczął serię krwawych napadów.
29:15
Jak mówił, pewnego dnia okradłem pijanego przechodnia na ulicy, potem drugiego i nie spotkała mnie za to żadna kara. Od tamtej pory wszystko szło gładko. Zrozumiałem jedno. Nie da się pracować i mieć dobrych pieniędzy. Nigdy nie zarobi się ich uczciwą pracą. Nie mogłem już przestać napadać.
29:34
Później okazało się, że były to jedynie próby usprawiedliwiania potwornych zbrodni, których się dopuścił. Rusłan w całym swoim życiu przepracował oficjalnie tylko jeden tydzień. Zatrudnił się wówczas w kawiarni na Krymie. Resztę jego dorosłego życia stanowiła działalność przestępcza, a ta, jak przyznał sam maniak, mocno odbiła się na jego małżeństwie. Częste wyjazdy i znikanie z domu sprawiły, że żona zaczęła podejrzewać go o zdradę.
30:11
By zatuszować swoje zbrodnie, Rusłan opowiadał historię o pracy, która wymagała częstych podróży, czasem też twierdził, że wygrywał pieniądze na automatach. Stąd też w ich domu pojawiał się nagły przypływ gotówki.
30:28
Ale kobieta nie była przekonana, dlatego wielokrotnie próbowała rozstać się z mężem. Ten jednak za każdym razem namawiał ją, by spróbowali jeszcze raz i dali sobie kolejną szansę. Jak później zapewniała partnerka maniaka, nie miała pojęcia, że jej mąż tak naprawdę był seryjnym mordercą, a wszystkie pieniądze, które zdobył, pochodziły z napadów. W trakcie przesłuchania Rusłan nie okazywał swoim ofiarom jakiegokolwiek współczucia.
31:01
O zbrodniach mówił bez emocji, nie miał wyrzutów sumienia. Zapewniał, że był doskonałym strzelcem i potrafił oddawać precyzyjne strzały zarówno z prawej jak i lewej ręki.
31:14
Według niego ginęły tylko te osoby, które nie stosowały się do jego poleceń. Jeśli nakrył domowników na próbie ukrycia pieniędzy czy biżuterii, również decydował się na strzał. Nie miał problemów, by z zimną krwią zabić wszystkich członków rodziny, nawet jeśli byli wśród nich seniorzy oraz dzieci.
31:38
Kiedy dziecko idzie do szkoły, najpierw uczy się czytania i pisania, a nie wyższej matematyki. Żeby nauczyć się celnie strzelać, potrzebowałem kogoś, na kim mógłbym ćwiczyć.
31:50
Hudoli przyznał się do zabójstw, w sprawie których śledztwa zostały zamknięte ze względu na niewykrycie sprawcy. Po tym jak wyjawił prawdę, śledztwa te zostały ponownie otwarte. Co ważne, na wolność wyszli też Anatolij Iwaszyn i Aleksander Stiepanow, którzy zostali niesłusznie skazani za zabójstwo Siergieja Kornienki i Niny Zamkowej. Do tych zbrodni przyznał się właśnie Chudoli.
32:20
Dlatego też Iwaszyn wniósł pozew przeciwko Ministerstwu Spraw Wewnętrznych i zażądał 8 milionów chrywien za straty moralne. Do procesu jednak nie doszło, bo milicjant odpowiedzialny wówczas za śledztwo zmarł w 2007 roku. Z kolei w 2005 roku przed sądem stanęli Rusłan Hudoli i jego brat Aleksander, który miał odpowiadać za współudział w jednej ze zbrodni.
32:49
Sam Rusłan został oskarżony o 32 morderstwa, kilkadziesiąt rozbojów i napaści. Przyznał się praktycznie do wszystkich zbrodni, odmówił jednak składania wyjaśnień w przypadku zabójstwa jego dawnego wspólnika, Wasilia Buka.
33:08
Rusłan w sądzie mówił... Rozumiem, że byłem niebezpieczny dla ludzi, ale tylko w połowie... W prawdziwym życiu taki nie jestem. Przecież zabijałem tylko w nocy, ale gdy nastał dzień, stawałem się normalnym człowiekiem. Miałem rodzinę, przyjaciół, znajomych. Wszyscy dobrze mnie traktowali. Nikt mnie o nic nie podejrzewał. I żyłem prostym życiem. Nie piłem, nie ćpałem, nie pracowałem, nie mówiłem za dużo, nigdy nie zwróciłem na siebie uwagi milicji. Przestrzegałem prawa.
33:39
Nigdy mnie nie aresztowano. Nawet na piętnaście dni. Wszyscy mówili, że jestem uczciwy, że jestem dobrym człowiekiem. A potem, kiedy to wszystko się zaczęło, wszyscy nagle zmienili zdanie. Wiecie, czasami pijak leży pod ławką dziś, jutro i pojutrze. Taki już jest. A czasem ktoś za dużo wypije, położy się przy ławce, wytrzeźwieje i znowu jest normalny. Idzie do pracy w garniturze, a w rodzinie panuje porządek. No cóż, ja należę do tych drugich.
34:11
Jestem dwiema stronami tej samej monety i nie zabiłem wszystkich, tylko tych, z którymi nie mogłem się dogadać. Jeśli ktoś bez zbędnych ceregieli oddał pieniądze i kosztowności, nie krzyczał, nie wołał o pomoc, innymi słowy, zachowywał się rozsądnie, to go nie zastrzeliłem. Dlaczego na Krymie miałem tylko sześć morderstw? Bo tam ludzie są bogaci, oczytani i wiedzą, jak zachować się podczas napadu. Ale na wsiach przywykli do wykorzystywania sytuacji.
34:45
Umieją tylko machać widłami, ale myśleć nie umieją. Zresztą wyszło tak. Podczas jednego napadu nikogo nie zabiłem i wziąłem pieniądze. Ale podczas drugiego mogłem zabić i nic nie zabrać. Żałuję, że zabiłem. Powinienem był okraść. Powinienem był naładować moją strzelbę gumowymi kulami. Wtedy byłoby lepiej. W rodzinie ciągle dochodziło do kłótni z powodu mojego stylu życia. Żona się bała. Nie posłuchałem jej.
35:16
Byłem głupcem. Mój błąd polegał na tym, że nie wiedziałem, kiedy przestać. Już wcześniej miałem na oku dwie dwupiętrowe rezydencje w Połtawie, myśląc, że je wezmę, a potem na jakiś czas przestanę. Ale nie wiedziałem, co zrobić dalej. Potrzebowałem pieniędzy. Wiedziałem, jak je zdobyć. Jeśli bierzesz dużą sumę, nie chcesz już pracować za 300-400 hrywień.
35:41
Myślałem o rezygnacji, ale się powstrzymałem. Ale teraz jest już za późno na żal. Był czas na popełnianie przestępstw, teraz jest czas na odpowiedzialność. Choć czasami wydaje się to jak sen, że pewnego dnia obudzę się i wszystko będzie jak dawniej.
36:00
Zatrzymanie Rusłana było wstrząsem również dla jego rodziny. Jego matka przed sądem zapewniała, że nic nie wskazywało na to, by jej syn mógł wyrosnąć na bezwzględnego mordercę. Jak tłumaczyła, mężczyzna zawsze był spokojny i w przeciwieństwie do swojego brata wolał spędzać czas w domu.
36:22
Nie potrafię wyjaśnić, dlaczego tak się stało. Wciąż mnie to zadziwia. Sasza spędzał czas głównie z dziećmi na ulicy, podczas gdy Rusłan nie miał prawie żadnych znajomych i większość wolnego czasu spędzał w domu. Dzieciaki były po prostu dziećmi, dobrze odżywione, dobrze odziane i nigdy nie powiedziały złego słowa. Mój mąż i ja wychowywaliśmy je sami. Rusłan miał około 3 lat, kiedy moja teściowa wyrzuciła nas z domu, bo znalazła nowego męża i musieliśmy zamieszkać u sąsiadów.
36:53
Nie liczyliśmy więc na pomoc rodziców, choć było ciężko. Ja pracowałam w sklepie od rana do wieczora. Nie piliśmy, ani nie kłóciliśmy się. Pomagaliśmy sobie nawzajem. Chłopcy nie byli może przyjaciółmi, prawdopodobnie ze względu na różnicę wieku i charaktery, ale też się nie kłócili. Rusłan zawsze był dla Saszy autorytetem i nadal go kocha. Dzieci nie miały żadnych szczególnych zainteresowań. W dzieciństwie uwielbiały słuchać muzyki i oglądać filmy animowane.
37:25
Saszę bardziej pociągała technologia, Ruslanowi była ona obojętna.
37:30
Tym bardziej trudno zrozumieć, dlaczego Ruslan, wychowywany w domu pełnym miłości i szacunku, Zdecydował się na brutalne morderstwa, a w swojej działalności nie oszczędzał nawet dzieci. W trakcie procesu Aleksander stwierdził, że nie dopuścił się zbrodni, za którą miał być sądzony. Jak mówił, śledczy wymusili na nim wcześniejsze przyznanie się do winy.
37:58
Z kolei na sali sądowej pojawiła się m.in. Ludmiła Czebotarewa, która w 2004 roku, będąc w szóstym miesiącu ciąży, została brutalnie napadnięta. Według prokuratury stał zatem Rusłan i jego wspólnik Wasilii. Mieszkanka Połtawy zeznała, że 12 stycznia wracała do domu od koleżanki. Było około godziny 19. Kobieta tak to później relacjonowała.
38:27
Na zewnątrz padał śnieg i było dość jasno. Widząc po drodze automat telefoniczny postanowiłam zadzwonić do domu, żeby mąż mógł się ze mną spotkać. Ludmiła straciła przytomność. Odsknęła się, gdy mężczyźni ściągali jej biżuterię.
38:52
Zaczęła błagać ich, by nie robili jej krzywdy, ale ci brutalnie ją pobili, nie zwracając uwagi na ciążowy brzuch. Zabrali cenne przedmioty oraz pieniądze, a Ludmiła trafiła do szpitala. Miała na głowie siedem ran, stwierdzono pęknięcie czaszki i wstrząs mózgu, do tego rozerwanie powieki i liczne krwiaki. Po pobiciu sprawcy oddali na nią również mocz.
39:20
Sama Ludmiła nie widziała swoich napastników zbyt dobrze. Jak relacjonowała?
39:26
Chuligani wciskali mnie w śnieg, więc nie mogłam ich dostrzec i widziałam ich głównie z dołu. Jeden miał na sobie skórzaną kurtkę, drugi kurtkę puchową. Jeden był niski, krępy i blondyn, drugi wysoki, szczupły i miał czarne włosy. Kiedy po wypisaniu ze szpitala poszłam na lokalny komisariat policji, żeby odebrać swoje rzeczy, które grupa operacyjna zabrała z miejsca zbrodni, Poproszono mnie o złożenie zawiadomienia o napadzie z bronią w ręku i podanie wysokości strat moralnych i materialnych. Aby sprawiedliwość zwyciężyła, wyjaśnili.
39:57
Ale kiedy moje zgłoszenie dotarło do śledczego, powiedział mi szczerze, nie ma wystarczających dowodów, żeby rozwiązać tę sprawę. Jednak pewnego dnia, około trzy tygodnie przed porodem, wezwano mnie na komisariat policji, żebym wskazała podejrzanego i oczywiście nie mogłam być pewna, czy to ten sam facet, który mnie pobił.
40:14
Na Rusłana naprowadził kobietę prokurator. To on zadzwonił do Ludmiły, mówiąc jej, że jej sprawa może być powiązana z serią morderstw w regionie. Co ciekawe, początkowo Hudoli przyznał się do tej napaści, ale gdy usłyszał, że zarzucane jest mu również usiłowanie gwałtu ciężarnej kobiety, odparł...
40:36
Czegoś nie rozumiem. Więc my z Bukiem próbowaliśmy zgwałcić ciężarną kobietę? Wasyli nigdy mi tego nie wybaczy, jeśli spotkamy się po śmierci. Tak, jestem mordercą, ale nie jestem kompletną porażką. Więc pozwólcie chłopakom się bawić. Chciałem im pomóc, ale nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy. Wycofuję swoje zeznania i oświadczam, że to nie jest moja zbrodnia.
41:02
Dlaczego więc Rusłan chciał się przyznać do zbrodni, której nie popełnił? I kim byli chłopcy, o których mówił? Tego do dziś nie wiadomo. Nie został za tę napaść skazany. Według lokalnej społeczności za atakiem na Ludmiłę stali wysoko postawieni mężczyźni, którzy byli kryci przez milicję. Ale jest to tylko jedna z wielu plotek, która pojawiła się w tej sprawie.
41:31
30 grudnia 2005 roku, po przeanalizowaniu wszystkich dowodów i wysłuchaniu świadków, sąd uznał Rusłana Hudolia za winnego w sumie 29 zabójstw, ponad 20 napadów z bronią w ręku, 4 usiłowań zabójstw, a także wielu kradzieży i nielegalnego posiadania broni.
41:53
Skazano go na dożywocie. Podobną karę zastosowano wobec jego brata Aleksandra. Odczytywanie wyroku zajęło sędziemu niemal cały dzień. Po zakończeniu procesu Rusłan trafił do kolonii karnej w Temnowce. Umieszczono go w sektorze o zaostrzonym rygorze. Z kolei jego brat uniknął dożywocia. W 2006 roku Sąd Najwyższy Ukrainy zmienił mu karę na 15 lat więzienia.
42:25
Podczas pobytu w kolonii karnej, Hudoli chętnie udzielał wywiadów.
42:30
W jednym z nich mówił… Zaczęło się w 1998 roku, jak wróciłem z armii.
42:37
Zaczęło się od drobnostek. To na ogród do kogoś pójdę, jabłka ukradnę, to rower. I tak z małych rzeczy to rosło, że tak coraz wyżej i wyżej poprzeczkę brałem. Nie łapali, nie łapali, nie łapali, a potem to za rozbój jakiś. Potem zabiłem, zabiłem, zabiłem i tak poszło. Rusłan przyznał też, że pierwszy raz zabił dla pieniędzy, ale później przyzwyczaił się do odbierania ludziom życia.
43:16
Robił to automatycznie. Nie zastanawiał się nad tym. Nie obchodziło go to, czy ktoś zginie. Jak jednak mówił, nie mógł znieść zapachu krwi.
43:28
Nie znoszę go. Od razu robi mi się niedobrze. Starałem się stać dalej lub zabijać w taki sposób, by zmniejszyć rozlew krwi.
43:36
Hudoli powiedział też, że technik zabijania uczył się z kryminałów. To właśnie z nich czerpał inspiracje, także wiedzę. Na przykład o tym, jak się ukryć, jak unikać schwytania, czego nie dotykać przy włamaniach, by nie zostać zdemaskowanym.
43:55
Na tym nie kończy się jednak historia Rusłana. W 2022 roku został uznany za winnego w sprawie zabójstwa siostry swojego kolegi z klasy, do którego doszło w 1999 roku.
44:11
Mężczyzna przyznał się do winy i po raz kolejny skazano go na dożywocie. Liczba ofiar maniaka z karliwki wzrosła więc do trzydziestu. Podczas jednego z wywiadów Rusłan zastanawiał się nad tym, skąd właściwie wzięła się jego potrzeba zabijania. Jak wówczas mówił?
44:31
Myślałem o tym na różne sposoby, z różnych perspektyw i w różnym czasie. Ale gdy tylko zaczynam kopać głęboko w sobie, żeby racjonalizować to, co zrobiłem, horror uderza mnie w mózg i wtedy blokuje się w mojej głowie. Ale nadal mnie to nie obchodzi. Nie zagłębiam się już w siebie, a życia nie da się przeżyć na nowo. Wiem, że Bóg istnieje, to pewne. I nie jestem przeciw Bogu, ale czy w to wierzę, czy nie, nie chcę się w to zagłębiać.
45:04
Jak mogę prosić o przebaczenie? Dzień dobry, zabiłem 30 osób, wybacz mi i odpuść mi grzechy? Nie, nikt tam na mnie nie czeka. Jakoś żyłem bardziej na autopilocie. Jeśli mnie złapią, świetnie, w końcu przestanę zabijać. Ale nie myślałem o tym zbyt wiele. Żyłem jak wszyscy normalni ludzie. Rodzice, siostra, brat, żona i córka. Pamiętajcie, w każdym kraju muszą być tacy maniacy jak ja.
45:34
Są lekarze, są ochroniarze, a są też ludzie tacy jak ja, którzy mają skłonności do morderstw. Nie ma od tego ucieczki. Tak miało być.
45:46
Gdyby złapali mnie wcześniej, zabiłbym mniej.
45:49
Już po zatrzymaniu chudoli próbował popełnić samobójstwo, podcinając sobie żyłę. To mu się jednak nie udało. Dzisiaj w kolonii karnej morderca otrzymuje trzy posiłki dziennie i może liczyć na osiem godzin odpoczynku. Chętnie czyta i uczy się angielskiego. Pracuje też w szwalni, szyje torby. Jak mówi, córka zerwała z nim kontakt. On sam liczy na to, że ludzie wybaczą mu zbrodnie, których dokonał.
46:20
Nie wyklucza, że w przyszłości złoży wniosek do prezydenta o ułaskawienie. Zło. Zbrodnia Łowca Owiara.